Budapeszt cz.2

Promienie słońca z samego rana witały nas drugiego dnia w Budapeszcie. Całkiem inna pogoda, całkiem inny klimat, chociaż dalej chłodno. Jednak dużo przyjemniej się zwiedza, czy spaceruje (w ciągu dwóch dni zrobiłyśmy śmiało około 20 km) gdy przez liście drzew przedzierają się promienie słońca. Tak niewiele, a tak cieszy. Od razu wszytko staje się pogodne. Zdjęcia od razu wychodzą weselsze i lepiej oddają uroki uwiecznianych momentów.  Po dobrze przespanej nocy energia towarzyszyła nam od samego rana. Zwłaszcza, ze na ten dzień było zaplanowane coś specjalnego. Coś co cieszyło nas bardziej niż niejedno spotkane w tym miejscu dziecko. Mowa oczywiście o ZOO 😀
Ale zanim o zoo, trzeba było tam się dostać przez kawał miasta. Więc poranny spacerek wskazany, zwłaszcza, że w tej części stolicy jeszcze nie byłam. Ale na tym skupię się później.

img_6770

Wejście do zoo

Natomiast co się tyczy samego zoo, to mogę powiedzieć, że w lepszym w życiu nie byłam. Jedno z najstarszych zoo na świecie i zdecydowanie najstarsze na samych Węgrzech. Robi piorunujące wrażenie. Warto na nie poświęcić cały dzień, bo dwie godziny to zdecydowanie za mało. My spędziłyśmy w nim prawie 5 godzin! Byłyśmy tam do samego zamknięcia, już pod koniec przyśpieszając kroku, żeby na pewno wszystko zobaczyć.
Samo zoo jest położone na olbrzymi terenie i zagospodarowane jest bardzo sprytnie. Z każdej strony masa możliwości, cały labirynt dróg prowadzących do różnych zwierząt. Na terenie zoo znajduje się ogrom atrakcji. Są tam kawiarnie, place zabaw dla dzieci (nie tylko tych małych:)), jeziorko, skały oraz oczywiście najważniejsze osobistości –  zwierzaki. Najciekawsze były budynki w kształcie skał. Wewnątrz można było znaleźć głownie atrakcje dla młodych, m.in. laboratorium Darwina. Rzeźby pluszowych misiów  polarnych czy tygrysów szablozębnych niczym z Epoki Lodowcowej, oraz wielorybów budzących grozę swoim rozmiarem. W niektórych miejscówkach, przekraczając drzwi przenosiliśmy się do dżungli, w której niczym jak Indiana Jones można spróbować szukać skarbów wśród dziczy.
Na dzień dobry przywitał jednak mnie ogród japoński zrobiony w gustownym i eleganckim stylu.
img_6784img_6792img_6802
No ale już czas pokazać te słodziaki jaki widziałam. Pierwsze zwierzę jakie zobaczyłam to leniwiec 🙂 Nie zdawałam sobie sprawy jakie są milusie, a ich ruchy takie powolne. Podobno leniwce przesypiają 16 godz/dzień. Takim to dobrze xD
img_6816
Żeby dostać się do tych sympatycznie śpiących stworzonek trzeba było odważyć się na przejście niebezpiecznej dżungli, w gorącym i dusznym klimacie, po ledwo wiszących mostach nad niebezpiecznym strumykiem, budzących grozę o życie. 🙂

Ale po pokonaniu takiej, jakże trudnej drogi można było spotkać takie cudeńka:
img_6865img_6863img_6845img_6850img_6870
Po jakże gorącym i suchym klimacie, zoo oferuje również ochłodę. Otoczeni wielkim akwarium możemy się poczuć prawie jak w oceanarium, gdzie jesteśmy otoczeni przez  rybki (znalazłam Nemo! ) czy inne mniej spotykane zwierzęta wodne tj. foki czy wilk morski.

img_6926img_7365Szczerze się przyznam, że pierwszy raz w życiu miałam okazję podziwiać te piękne zwierzęta. Chociaż osobiście nie całkiem popieram ideę zoo i przetrzymywania zwierząt w klatkach czy zamkniętych pomieszczeniach, to jednak nie zawsze jest im lepiej na wolności. Na murach jednego z budynku były przedstawione makabryczne zdjęcia z polowań. Za kość słoniową czy skórę lwa ludzie są w stanie zrobić okropne rzeczy. Pieniądz w dzisiejszym świecie ma duże znaczenie, i to że te biedne zwierzęta też czują ból i mają prawo do życia już nie jest takie znaczące dla kłusowników. Tu mają przynajmniej poczucie bezpieczeństwa, chociaż ich wolność jest mocno ograniczona. No i regularne posiłki. A niektóre z nich potrzebują naprawdę dużo jedzenia. Widziałam jak pracownicy zoo obierają owoce i warzywa dla słoni do baardzo wielkiego wiaderka przy okazji sami podjadając co nie co. A same słoniki mieszkają w budynku będącym jak dla mnie trochę w buddyjskim stylu przypominającym trochę kościół.
img_7202img_7199

Z racji na pogodę i już zbliżającą się zimę wiele zwierząt była schowana w swoich domkach.
I zamiast przebywać na zewnątrz, trzeba było ich szukać. Tak było w przypadku koali. Kilka razy myślałam, że to tu, już za rogiem zobaczę tego przeuroczego misiaczka, a okazywało się inaczej. Aż w końcu miałam przyjemność na niego popatrzeć. Akurat trafiliśmy na moment, w którym pani z zoo ważyła go i czesała 🙂

img_6968img_6962

Następnie, mapa zoo zaprowadziła nas do zwierzątek, które były takie przeurocze, że aż serduszko się cieszyło.

Najbardziej poszukiwanym przeze mnie i moją przyjaciółkę zwierzętami były małpki. Wtajemniczeni wiedzą dlaczego 🙂 „@małpa.pl” hahaha tak więc w wyniku tych poszukiwań trochę ich odnalazłyśmy, a jedna z nich w ramach podziękowań mało co nie zsikała się na nas. Pewnie miała dość cykania sobie z nią selfie. Widocznie rola gwiazdy nie przypadła jej do gustu.
img_7031img_7133img_7293
Oczywiście jak to w każdym większym zoo nie obyło się i tutaj bez afrykańskich i pustynnych zwierząt tj. tych „gwiazd” wyciągniętych z Madagaskaru –  lwa, żyrafy, hipopotama, zebry oraz tygrysa, przebiegłych hien i oślizgłych węży.
img_7070img_7075img_7235img_7178img_7187img_7122
img_7263img_7268

Nie tylko żywe zwierzęta w tym zoo budziły strach, ale o wiele bardziej przerażające były pluszowe miśki, które już na dzień dobry otwierały swoje wielkie paszcze żeby upolować coś na obiad.

Wśród tych wszystkich olbrzymów znalazły się oczywiście również mniejsze, a nawet malutkie zwierzęta. Były nawet te najmniejsze i niebezpieczne – jadowite pająki (nie mam ich zdj, były schowane w pajęczynach i zbyt blee żeby patrzeć na nie dłużej niż minutę).

Po paru godzinach chodzenia i zachwycania się wszystkim dookoła trzeba było złapać oddech i odpocząć. Idealnym miejscem do tego jest park, który znajduje się w zoo. Wraz z jeziorkiem utworzony jest całkiem niezły kompleks widokowo – odpoczynkowy.
img_7395img_7410

To by było wszystko jeśli chodzi o zoo, tak w głównej mierze (ograniczyłam się trochę), natomiast jeśli chodzi jeszcze o Budapeszt to nie do końca. Bo było kilka miejsc, które przyciągały skutecznie swoją uwagę. Teren wokół samego zoo to piękny park, idealny w każdym calu. A wiecie co jest w nim najbardziej charakterystycznego ? Ławeczki. Tak, ławeczki. Nigdy nie widziałam takich jak w tym parku. Niby każda taka sama, ale każda inna. img_6727

Zaraz za parkiem znajdował się Zamek Vajdahunyad. Niesamowity i monstrualny. Już samo wejście przenosiło do czasów średniowiecza, a dziedziniec wewnątrz był tak piękny, że nie wiedziałam, w którą stronę skierować aparat. Klimat tego wszystkiego dopełniał pewien Pan, który grał na skrzypcach. Po zapytaniu nas skąd jesteśmy, zaczął grać polską muzykę, jak dobrze pamiętam był do polonez (?)
Zaraz za zamkiem był ciąg dalszy parku, zachwycał barwą kolorów, przypominając mi dlaczego lubię jesień.
img_7435img_7446img_7449img_7455img_7495img_7461img_7464img_7472img_7474img_7475img_7484
Ostatnim punktem wycieczki był Plac Bohaterów. Spotkaliśmy na nim masę młodzieży, która z małych kolorowych kubeczków układała wielką flagę Węgier, z okazji święta niepodległości. Sam plac przypominam mi trochę ten z Berlina z Bramą Brandenburską. img_7517img_7530

Tak oto upłynął drugi dzień zwiedzania Budapesztu. Wiele rzeczy nie zdążyłam zobaczyć, brakło czasu. Albo jest tego po prostu za dużo. Czyli mam powód, żeby tam wrócić jeszcze raz 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

Dzikie historie

blog o naszych podróżach

piotrpatrykpiasecki

lifestyle, blog, wordpress, google, piotr patryk piasecki, zycie, milosc, wolnosc, prawda, rewolucja, walka, pasja, hobby, blog, autor, artysta

Listy i [inne] brewerie.

"Plus ratio quam vis". /Artykuł w czwartki o godzinie 14/.

%d blogerów lubi to: