LIDO – Adriatyk, Słońce, Piasek,

img_3703
Jakby to było gdyby w tak pięknym miejscu jak laguna wenecka, która łączy się z morzem adriatyckim, nie było plaż?! No tragedia. I na początku faktycznie myślałam, że pewnie ich nie ma, wszędzie wyspy zakończone albo domem albo chodnikiem. Oczywiście byłam w błędzie. Wzdłuż długich (mających kilkanaście km), zamykających lagunę wysp m.in. Lido i Palestrina, znajdują się zarówno plaże dla turystów, miejscowych, jak i te dzikie 🙂

Tłumy ludzi od rana do popołudnia spala się na gorącym podzwrotnikowym słońcu, wylegując się na plaży tyłkiem do góry. Piasek aż parzy w stopy, i jest zdecydowanie ciemniejszy niż nad polskim morzem. Co jakiś czas słoneczko zasłania tragarz, który chce Ci wcisnąć mega super dużą narzutę plażową, która nie „pochłania” pisaku. No i faktycznie jest ona super, mam taką jedną, ale nie wydałam na nią ani gorsza  🙂

Jeśli miałabym porównać morze Adriatyckie, a Bałtyckie to jest duża różnica:
1) Temperatura wody jest nieporównywalna z naszym polskim,
2) Meduzy – występują w obu morzach, ale u nas nie gryzą, a w Wenecji atakują bez sumienia zostawiając czerwone plamy jak po oparzeniu (popołudniem i wieczorem jest ich zdecydowanie mniej).

3) Fale – uwierzcie, że kąpiel wśród fal jest świetna, a jeszcze jak umiecie pływać to już w ogóle amazing, kiedy Cię one unoszą 🙂 Jednak nie miałam okazji nacieszyć się nimi na Lido. Tu przewagę ma Bałtyk. (nocą morze faluje wystarczająco, nawet dla wymagających fanów fal, ale dopiero po północy)
4) Zasolenie – nie zazdroszczę nikomu, kto nałyka się wody z Adriatyku, ma ona tak wysokie zasolenie, że jeden haust powoduje mega zachłyśnięcie (potwierdzone info z pierwszej ręki, tyle się jej opiłam, że masakra).

5) Glony – występują chyba wszędzie. Bałtyk ma ich więcej w czasie jakichś sztormów, albo po burzy. Jeśli chodzi o weneckie plaże nie zaobserwowałam różnicy. W jednej części jest ich mniej, w innej więcej. Natomiast na dzikiej plaży był ich ogrom.

6) Muszle – jakie to morze beż tak ważnego dodatku. W Polsce żeby znaleźć jakąś ładną muszlę trzeba jej szukać ze świecą, i to najlepiej wcześnie rano. Ale Adriatyk to co innego. Tutaj nie dało się wejść do morze, nie przechodząc po pasie muszel, prawie jak po  czerwonym dywanie. Różnej wielkości, różnego koloru, różnego kształtu. Dla każdego coś się znajdzie. Oczywiście przywiozłam kilka na pamiątkę.

img_5138img_3731img_5870

Czasami chęć zobaczenia czegoś nowego jest tak spontaniczna, że nawet się nie oglądnę a już jestem w drodze. Tym razem była to droga na Palestrinę. Najpierw na Lido -> potem autobus (jazda wzdłuż całej wyspy) -> autobusem na statek i jazda na Palestinę -> a tam wysiadamy na przystanku gdzieś po środku. No i jest problem bo jest mur, a za murem krzaki i wody nie widać. Po jednej stronie wyspy domy, po drugiej mur. No ale jak już przyjechałam to trzeba coś wykombinować i hop przez mur, przez kamienne schodki, przez krzaki, i nagle oczom ukazuje się cudowny widok pustej plaży i błękitnego morza.

img_5129IMG_5130.JPGimg_5131img_5132
Pełno krzaczków, wyrzuconych z morza gałęzi, glonów, muszelek. Mimo to czystsza woda niż na Lido, no i ta świadomość, że w najbliższej okolicy nie ma nikogo, i możesz cieszyć się spokojem i widokiem bez niczyjego przeszkadzania. Polecam!

Czymś, co wyróżnia weneckie plaże od naszych są domki plażowe. Jest ich cała masa, przeznaczone głównie dla mieszkańców, są ich własnością. Posiadanie takiego domku, to fajna i praktyczna sprawa, bo można w trzymać wszystkie bajery potrzebne nad wodę, tj. jakieś pontony, materace, leżaki, koce, ręczniki, dosłownie wszystko czego dusza zapragnie. Gdyby tego było mało są one tak fajnie umieszczone, że tworzą swego rodzaju plażowe osiedle. A ich różnoraki kształt świetnie wkomponowuje się w obraz plaży i morza.
img_5437img_5541img_5771IMG_5533.JPG
Warto również wiedzieć, że na Lido odbywa się najstarszy międzynarodowy Festiwal Filmowy, podczas którego europejskie filmy konkurują o Złotego Lwa. Wstęp na pokaz pojedynczego filmu zaczynał się już od 3 euro, taniocha jak na takie wydarzenie 🙂
A osobistości, które można spotkać całkiem niespodziewanie, np. takie Mel Gibson cieszą oko 🙂

Oj aż miło się wspomina te ciepłe klimaty w ten chłodny listopadowy wieczór 🙂 Mogłabym tam wrócić. Ehh, na razie zostaje powracanie wspomnieniami.
img_5778img_5872

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

Dzikie historie

blog o naszych podróżach

piotrpatrykpiasecki

lifestyle, blog, wordpress, google, piotr patryk piasecki, zycie, milosc, wolnosc, prawda, rewolucja, walka, pasja, hobby, blog, autor, artysta

Listy i [inne] brewerie.

"Plus ratio quam vis". /Artykuł w czwartki o godzinie 14/.

%d blogerów lubi to: