Giudecca

img_3345
Znacie to uczucie, kiedy przebywając dłużej w jednym miejscu, zaczynacie czuć się w nim jak w domu? Niewygodne łóżko po pewnym czasie staje się wygodne, pogoda już nie jest tak nieznośnie uciążliwa i po jakimś czasie codzienne promienie słońca nie spalają skóry, tylko dodają energii i chęci do działania, a temperatura 30+ staje się normą. W czasie pracy, albo po długim dniu zwiedzania marzy się tylko o tym, żeby wrócić do siebie. A tym miejscem, do którego chciało się wracać była Giudecca. 

Spokojna, położona niedaleko głównego i zatłoczonego centrum Wenecji, oddzielona 800 metrowym kanałem, który stanowi główny szlak wodny olbrzymich statków turystycznych, z niedoborem zielonych przestrzeni, który miał zrekompensować malutki park z widokiem na lagunę, budząca się wieczorem do życia. To właśnie wyspa, która była moim domem przez krótki moment.

img_5584

Giudecca – widok z wieży San Giorgio

img_5077

Giudecca – widok z tarasu Hotelu Hilton

Na początku byłam zaskoczona jaki spokój i cisza panowała w tej części Wenecji, co z szybkością światła doceniłam. Świetny taras na naszym hostelu był miejscem codziennych spotkań przy winku, a wieczorny widok na Wenecję zapierał dech w piersiach (czasami można było zobaczyć Alpy). Blask lamp, podświetlone budynki, przepływające statki mieniące się w wodzie – obraz nie do zapomnienia.

img_20160824_083117

Śniadanko na tarasie 🙂

img_4120

Widok z tarasu

img_4123

Widok na zaterre

IMG_3880.JPG

Miałam to szczęście, że przyjechałam w takim czasie do Wenecji, kiedy to mogłam zobaczyć jak mieszkańcy świętują najsłynniejsze dla nich święto (oczywiście zaraz po karnawale)
FESTA DEL REDENTORE
Według historii w XVI wieku Wenecję nawiedziła epidemia, która zabrała życie wielu mieszkańcom. Aby położyć kres zarazie, wybudowano Kościół na Giudecce, Redentore. Zaraz po tym epidemia została pokonana i z tej okazji wenecjanie świętują co roku, w lipcu to wydarzenie, bawiąc się, pijąc dobre trunki przy rozmowach z bliskimi, przyjaciółmi i gośćmi. Miejscowi przypływają swoimi łódkami i na nich imprezują, śpiewają, tańczą.
A przez  Canale della Giudecca jest budowany most, łączący dwie wyspy raz do roku. Natomiast wieczorem jest oszałamiający pokaz fajerwerków, który trwa ok 40 min i robi niesamowite wrażenie.

img_3775
img_3820

img_20160716_201612

img_20160716_200455

Z Renią 🙂

img_3950
Na Giudecce odbywa się również Festiwal Sztuki Wizualnej. W czasie jego trwania, wcześniej pozamykane galerie (a ja myślałam, że to zbankrutowane sklepiki) zostały otwarte i artyści wystawiali swoje dzieła do oglądania i sprzedaży. Przeważały obrazy, ale też pojawiały się duże zdjęcia organizacji charytatywnych i ich działalności, występowali także uliczni grajkowie, czy tancerze wykonujący dziwny „zwierzęcy” taniec haha, ale także było coś  dla młodszych fanów sztuki, jak np. dziwne rzeczy z balonów 🙂

IMG_20160910_174921.jpg
Popołudniowe spacery pozwoliły mi troszkę poznać wyspę, zaobserwować różnicę pomiędzy poszczególnymi wysepkami. Największym i najbardziej charakterystycznymi budowlami na Giudecce jest własnie kościół Redentore oraz Molino Stucky (Hotel Hilton).

Często stare budynki, przeplatały się z nową architekturą. Czasami zastanawiałam się jakim cudem to wszystko stoi na wodzie i nie runie? Widocznie jakoś się da, chociaż po ilości krzywych wież w Wenecji i wielu pęknięciach na budynkach zgaduje, że prędzej czy później wszystko ma swój kres.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

W oknach wielu mieszkań zaobserwowałam multum kolorowych kwiatów, albo innych ozdób jak mini karmniczki dla ptaków.


Miejscem, który najbardziej przypominał typowe osiedla, jakie występują w Polsce, była wyspa Sacca Fisola, która zdecydowanie wyróżniała się od reszty Giudeccki. Więcej zieleni, ławeczki pod blokami, boiska dla dzieci, mały kościółek, przystanek, zdecydowanie mniej restauracji i atrakcji dla turystów (nie żeby było ich wiele na Giudecce).

W wielu oknach, albo na balkonach można dostrzec flagi przestawiające przekreślone statki turystyczne w czerwonym kole. Mieszkańcy wyspy protestują przeciwko wpływaniu tych olbrzymów do portu. Słyszałam kilka powodów tego sprzeciwu, jednym z nich jest niebezpieczeństwo dla wysp. Gdzieś czytałam, że 3 lata temu jeden z takich statków otarł się o brzeg wyspy. Poza tym niektórzy sądzą, że takie statki zasłaniają panoramę miasta i nie jest już taka ładna hehe oraz, że szkodzą środowisku. Mi osobiście jakoś one specjalnie nie przeszkadzały, zwłaszcza, że nocą wyglądały niczym wyciągnięte z filmu Titanic, mieniące się tysiącem kolorów.


Najdziwniejszą rzeczą dot. Wenecji było to, że nigdzie nie było stacji paliwowej dla łódek, oprócz na Giudecce. Możliwe, że ta jedna jest wystarczająca, ale mimo wszystko odległości pomiędzy niektórymi wyspami są naprawdę duże i wątpię, żeby to im wystarczyło. No ale co ja się tam znam, nie posiadam łódki w swoich aktywach 😀

IMG_3347.JPG

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

Dzikie historie

blog o naszych podróżach

piotrpatrykpiasecki

lifestyle, blog, wordpress, google, piotr patryk piasecki, zycie, milosc, wolnosc, prawda, rewolucja, walka, pasja, hobby, blog, autor, artysta

Listy i [inne] brewerie.

"Plus ratio quam vis". /Artykuł w czwartki o godzinie 14/.

%d blogerów lubi to: